Opowieść o karkonoskich drukarzach cz. II
W poprzednim artykule opisaliśmy biologię kornika drukarza. Bez wgłębiania się w różne jej niuanse można łatwo zauważyć, że gatunek tego szkodnika jest szczególnie trudny do zwalczania. A przy tym wiadomo, że prowadzenie jakiegokolwiek zwalczania organizmów żywych na terenie parku narodowego budzi nieufność społeczeństwa. Przecież park ma służyć ochronie wszelkich składników przyrody. Jednakże od istnienia lasów zależne jest istnienie ogromnej liczby różnych gatunków zwierząt i roślin.
Przed podjęciem decyzji trzeba było rozważyć zakres możliwych strat wywołanych przyjętymi metodami zwalczania oraz określić wszystkie możliwe straty, które mogły wyniknąć z zaniechania walki z kornikiem. W przypadku tego gatunku owada mieliśmy do czynienia z sytuacją, gdy formy ograniczania jego populacji nie działały destrukcyjnie na całe środowisko parku narodowego. Po pierwsze nie planowano użycia toksycznych środków owadobójczych.
Po drugie – podstawowe metody zwalczania polegają na systematycznym usuwaniu i korowaniu drzew zasiedlonych przez korniki oraz na rozpraszaniu owadów w okresie godowym. Temu służą pułapki feromonowe oraz drzewa pułapkowe. Tak więc zakres ingerencji w ekosystemy leśne jest na ogół nieznaczny, chociaż w początkowej fazie gradacji wycinane są duże ilości drzew. Mówi się o takich metodach, że są wysoko selektywne.
Gdyby dopuszczono do rozwoju gradacji kornika na pełną skalę, prawdopodobnie nastąpiłaby całkowita zagłada karkonoskich drzewostanów z udziałem świerka. To znaczy, że niemal całe góry zostałyby ogołocone z lasów. Miało to miejsce w niedalekich Górach Izerskich. Partie szczytowe tych gór zostały pozbawione lasów na znacznej powierzchni. Jednym z najgorszych skutków takiej sytuacji jest spadek retencji wodnej obszarów górskich. Czyli, najprościej mówiąc, wzrasta zagrożenie powodziowe terenów leżących poniżej.
Kolejnym czynnikiem negatywnym jest konieczność szybkiego odtworzenia lasów poprzez sadzenie nowych drzew. Szybkie, wymuszone gwałtownym zamieraniem drzew, działania, prowadzą w takich razach do sytuacji, gdy odtwarzane lasy nie mają struktury gatunkowej i wiekowej właściwej z punktu widzenia ich odporności na kolejne gradacje korników w przyszłości.
I trzecim, niezwykle istotnym czynnikiem negatywnym, jest zmiana, a raczej destrukcja ekosystemów prowadząca do zubożenia faunistycznego i florystycznego. Pozornie nie ma to znaczenia dla człowieka. Jednakże nie od dziś wiadomo, że odtwarzanie się naturalnych składników ekosystemów może trwać dłużej niż pojedynczy cykl rozwojowy lasu od posadzenia do osiągnięcia wieku dojrzałego. A tym samym stabilizacja ekologiczna i związana z nią odporność na kolejne gradacje owadów drzewostanów jest znacznie obniżona. W takim przypadku kolejne pokolenia ludzi mogą być skazane na borykanie się z podobnymi problemami, z jakimi my mamy do czynienia.
Właśnie z tych powodów podjęto w Karkonoszach próbę prowadzenia systematycznej, acz trudnej, walki z kornikiem drukarzem.
Dziś wiadomo już, że decyzja była słuszna. Systematyczne usuwanie drzew zasiedlonych przyczyniło się do dość szybkiego spadku liczebności nowo zasiedlonych drzew w latach następnych. Przez ostatnie lata wciąż trwała walka o ograniczenie liczebności kornika drukarza i innych gatunków korników mu towarzyszących.
W ramach prowadzenia cięć sanitarnych drzewostanów wyszukiwano drzewa zasiedlone. Do wykonywania prac z tym zabiegiem związanych, angażowano znaczne zasoby ludzkie. Na zabieg ten przeznaczano znaczne środki finansowe (finansowanie tej akcji zawdzięczamy nie istniejącemu już EkoFunduszowi oraz Narodowemu i Wojewódzkiemu Funduszowi Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej, a także środkom otrzymanym z Unii Europejskiej).

Ryc. 1. Masa drzew okorowanych w latach 2007-2011 w trzech obwodach ochronnych Karkonoskiego Parku Narodowego.
O skali zjawiska zamierania lasów mówią nieco przedstawione poniżej dane statystyczne z lat 2007 -2011 (wykres nr 1).
Na wzrost zagrożenia ze strony kornika drukarza mają wpływ naturalne czynniki, takie jak huraganowe wiatry lub długotrwałe susze. Taka sytuacja miała miejsce w drugiej połowie stycznia 2007 r. Szalejący nad Europą huragan „Cyryl”, nie ominął także Dolnego Śląska. W naszym regionie prędkość wiatru dochodziła w porywach do 130, a nawet do 160 km/h. W dniu 18-19 stycznia 2007 r. stacja pomiarowa na Śnieżce odnotowała prędkość nawet do 250 km/h.
Największe spustoszenia drzewostanów wichura wyrządziła w ościennych nadleśnictwach: „Śnieżka” w Kowarach (ok. 40 tys. m3 powalonego drewna), Kamienna Góra (ok. 100 tys. m3 drewna), Wałbrzych (80 tys. m3 drewna). Zniszczone drzewostany, które nie zostały na czas uprzątnięte, stanowiły doskonałą bazę pokarmową dla kornika drukarza (zdj. nr 5). Skutki jego nadmiernego rozwoju odczuwalne są do dzisiaj.
W Karkonoskim Parku Narodowym największym zniszczeniom uległy drzewostany po jego wschodniej stronie, w Obwodzie Ochronnym „Śnieżka”. Wyrazem skali zniszczeń może być ilość drewna korowanego w celu zniszczenia żerujących larw korników. W roku wystąpienia huraganu (2007) największe ilości drewna korowanego odnotowano w O.O. „Śnieżka”. Ku zachodowi skala zjawiska wyraźnie się zmniejszała. Ze względu na przegęszczenie populacji kornika drukarza, korowane drewno pochodziło nie tylko z drzew leżących, powalonych przez wiatr. 50 % drewna korowanego pochodziło z wyznaczonych przez trocinkarzy zasiedlonych drzew stojących.
W 2008 roku zaznaczyło się wyraźne zróżnicowanie pomiędzy poszczególnymi obwodami, a ilość drewna korowanego w O.O. „Śnieżka” stale dominowała nad pozostałymi obwodami i nie spadała poniżej 1000 m3, aż do 2011 r. W okresie od 2009 do 2011 r. w obwodach ochronnych „Szrenica” i „Przełęcz” nastąpił z kolei spadek ilości drewna korowanego do poziomu nie przekraczającego odpowiednio 200 i 400 m3.
Jednak nie oznaczało to kresu gradacji. Co prawda ilość korowanego drewna zmniejszyła się, lecz stale występowała na wysokim poziomie. Dlatego służby terenowe obwodów ochronnych muszą bezustannie z dużą starannością i kontrolować stan sanitarny drzewostanów.
Często odwiedzający Karkonoski Park Narodowy turyści napotykają wzdłuż szlaków turystycznych duże ilości drzew leżących w różnych miejscach. To jest właśnie efekt „walki” z kornikiem. Drzewa te, chociaż sprawiają wrażenie bałaganu, to jednak są doskonałym biotopem wielu gatunków owadów, mchów, porostów, grzybów, roślin, ptaków i innych organizmów. Wiele z tych organizmów wyspecjalizowało się w życiu w martwych kłodach. Są one dla nich schronieniem, często pokarmem, bądź miejscem, gdzie polują na inne organizmy. Tworzą specyficzny łańcuch pokarmowy, a dzięki nim można mówić o drugim życiu martwych drzew (Fot. 6).
Pozostawienie ściętych drzew jest świadomym zabiegiem będącym odpowiednikiem procesu naturalnego, w którym drzewa zamierające i leżące z różnych przyczyn, pozostają w miejscach występowania, spełniając niezwykle ważną rolę w procesie obiegu materii w ekosystemach leśnych. Taka gospodarka na obszarach gradacyjnych w znaczący sposób odróżnia drzewostany KPN od lasów gospodarczych, gdzie kłody ściętych drzew są usuwane z powierzchni.
Idąc przy górnej granicy lasu, pomiędzy „łanami” sterczących kikutów drzew i walających się wszędzie, gnijących kłód świerkowych, pamiętajmy, że być może tak właśnie wyglądały tutejsze lasy przed wiekami. Prawdopodobnie ten obraz lasu jest bliższy widokowi dawnych lasów naturalnych wyższych partii Karkonoszy (Fot. 6). I zwróćmy uwagę na to, jak dobrze radzą sobie pomiędzy martwymi drzewami nowe generacje świerków. To dla następnych pokoleń ludzi dobry znak.
K. Bisaga, M. Dobrowolski
Fotografie: M. Dobrowolski
Notki o autorach:
Mgr inż. Krzysztof Bisaga, Nadleśniczy KPN
Dr inż. Marek Dobrowolski, St. Specjalista ds. ochrony przyrody, Stacja Monitoringowo-Badawcza KPN
Artykuł ukazał się drukiem w numerze 3/2012 czasopisma



