Nasiąkanie fotografią
W piątkowe popołudnie miłośnicy Karkonoszy mieli okazję obejrzeć wystawę Anny Burdach, która swój pierwszy kontakt z fotografią miała w zakładzie prowadzonym przez Andrzeja Sidorowicza. To tam zobaczyła, jak kąpie się zdjęcia, by wydobyć i utrwalić ukryte na nich obrazy. Ponieważ należała do rodziny, mogła spędzać przy wywoływaniu zdjęć sporo czasu. Może dlatego twierdzi, że właśnie wtedy „nasiąknęła” fotografią.
Nic więc dziwnego, że już jako dziecko zaczęła tworzyć „obrazy” samodzielnie. Nic też dziwnego, że gdy nabrała nieco doświadczenia, ruszyła z aparatem w góry. Gdzież bowiem spotkamy tyle ciekawych i pięknych obiektów godnych utrwalenia. A gdy, już w dorosłym życiu, została przewodnikiem sudeckim, aparat fotograficzny stał się jej codziennym wyposażeniem. Wykonywane wówczas zdjęcia pozwalały zachować obrazy, które dzisiaj, po wielu latach, pozwalają nam zobaczyć, jak zmieniły się Karkonosze. Niektóre uchwycone w kadrze obiekty nie przetrwały i pozostały już tylko na zdjęciach.
Ale nie to jest akurat najważniejsze podczas dzisiejszej wystawy. Pani Anna pozwoliła sobie na dodanie do niektórych zdjęć krótkich tekstów pomagających zrozumieć uchwycony w danej chwili obraz. Jednak to czy opisy te są celne musi zdecydować każdy z nas samodzielnie. Dlatego ci, którzy nie byli na otwarciu wystawy, mogą przekonać się o tym odwiedzając Gościniec na Starówce Danuty Piepiory, gdzie wystawa będzie prezentowana jeszcze do końca lata.
Dzisiaj do Gościńca przybyło tak wielu widzów, że zabrakło miejsc siedzących. Widocznie goście uznali, iż warto zapoznać się z twórczością pani Anny. Dlatego, nie wdając się w zbędne rozpisywanie zacytuję jeden z wierszy Anny Burdach.
Krzysztof Tęcza
| Moje miasteczko
Moje miasteczko Moje miasteczko Moje miasteczko Moje miasteczko Anna Burdach |



