Złote Eldorado Na Dolnym Śląsku z Żołnierzami Radzieckimi w tle
Nasz region to miejsce, które obfituje w różne, bardzo dziwne historie związane z tajemnicami drugiej wojny światowej ale także z tajemnicami czasu tuż po jej zakończeniu.
Powojenne czasy to też lata obfitujące w dziwne zdarzenia dziejące się na naszym podwórku lub tuż za miedzą. Części z tych dziwnych zdarzeń towarzyszyły afery, kradzieże… Jednak ludzkie zainteresowanie najbardziej przyciągały sprawy, za którymi stały duże sumy pieniędzy albo złoto. Złoto, które wbrew prawom fizyki, miało i ma wielką siłę przyciągania ludzi, którzy dla jego zdobycia imali się działań przestępczych. Za chwilę, drodzy czytelnicy, przedstawimy wam bardzo ciekawą sprawę kryminalną, jaka wydarzyła się w naszym regionie w latach 70-tych XX wieku. A dotyczyła właśnie handlu złotem o wielkiej wartości. Jednak, jak się za chwilę dowiemy, nie tylko złoto było przedmiotem nielegalnych transakcji. Artykuł ten dotknie również innych przedmiotów luksusowych, o których wtedy obywatel PRL-u mógł tylko pomarzyć. W tamtym czasie ta właśnie sprawa i jej rozwiązywanie oznaczona była najwyższym gryfem tajności czyli TAJNYM SPECJALNEGO ZNACZENIA. I gdyby nie to, że teczki tej sprawy zostały odtajnione, to nigdy byśmy do niej nie dotarli, a i czytelnik nigdy nie mógł by się z nią zapoznać na łamach „Słowa Polskiego”. Aby więc poznać tę historię przenieśmy się do roku 1973 a następnie do lat późniejszych.
Cała akcja kryminalna rozpoczyna się w 1972 roku założeniem teczki sprawy obiektowej pod kryptonimem „Rubin”. Sprawa nosiła numer 32848. Założono ją w KWMO we Wrocławiu w Wydziale C (ewidencja operacyjna), który to wydział w SB, pod nazwą Biuro „C”, istniał w MSW od 02.01.1960 r. W jego skład, od października 1965 r., włączono także struktury Centralnego Archiwum MSW. Sprawę obiektową założono na wniosek Zastępcy Komendanta Miejskiego i Powiatowego MO ds. Służby Bezpieczeństwa w Jeleniej Górze. Wniosek umotywowano w ten sposób: „Huta Szkła Kryształowego „Julia” w Szklarskiej Porębie (…) W przeszłości na wymienionych zakładach a także i obecnie miały miejsce fakty niezadowolenia wśród załogi, rozlepiania wrogich afiszy i tendencji strajkowych. W związku z powyższym zakłady te wymagają zabezpieczenia operacyjnego przed ewentualnym zagrożeniem ze strony elementów wrogich i prowadzenia systematycznej pracy operacyjnej (…)”.
I tak to się zaczęło w 1972 roku od wniosku, a skutkowało w lutym 1973 r. zarejestrowaniem sprawy obiektowej o numerze 32848. Jak się później okaże, wniosek był zasadny, ponieważ podczas jej prowadzenia wyszło na jaw bardzo dużo, nazwijmy to delikatnie, nieprawidłowości w funkcjonowaniu powyższego zakładu oraz jego fili. Między innymi na jego terenie dochodziło do handlu na wielką skalę złotem i innymi atrakcyjnymi, deficytowymi towarami. Zacznijmy jednak po kolei jak doszło do tego, że SB wykryło handel na wielką skalę złotem i nie tylko nim?
Ano zaczęło się od tego, że SB, jak zwykle przy takiej sprawie, pozyskało do współpracy donosicieli-sygnalistów. Potem nazywano ich różnie, w zależności od ich zaangażowanie i ich pozyskania przez SB. I tak w sprawie obiektowej „Rubin” w początkowej fazie, która nas interesuje, pozyskano aż sześć osób, w tym 3 TW- Tajny Współpracownik i 3 KS- Kontakt Służbowy. I to od nich wyszła informacja o złocie i innych walorach, którymi handlowano na terenie zakładu z… no właśnie z kim? I tutaj zaczyna się najciekawsze w tej sprawie. Zaczęło się od niewinnie wyglądającego doniesienia z dnia 29.03.1973 r. od TW o kryptonimie K-71, w którym to doniesieniu TW opisał stałe kłopoty zakładu z wykonywaniem eksportu. Z doniesienia agenturalnego wynika, że TW K-71 był wysoko usytuowany w kierownictwie zakładu. Znał on bardzo dobrze problemy związane z produkcją. Pozostawmy jednak kwestie eksportu i z tym związane problemami i przejdźmy do ostatnich zdań doniesienia. W nich K-71 pisze „Informuję, że przedstawiciele JAR (Jednostek Armii Radzieckiej- przyp. autorów artykułu) w dalszym ciągu przyjeżdżają po kryształy na zlecenie prowadzą handel różnymi artykułami jak benzyna, przewożona w beczkach, koce z wełny wielbłądziej, dywany, dresy, pończochy, artykuły cukiernicze. Np. w dniu 17.03.1973 r samochód nr 2517-BY, 19.03.1973 r samochód 64-88-BN. Benzynę kupują posiadacze prywatnych samochodów lub nawet przyjeżdżają właściciele taksówek. (…) Odnośnie dalej kwitnącego handlu jaki przeprowadzają przedstawiciele JAR proponuje ponownie wystosować pismo do SB Legnica celem definitywnego załatwienia powyższego problemu. (…) Problem powyższy jest istotny gdyż wprowadza bałagan i dezorganizuje pracę. Zważywszy częstotliwość przyjazdów przedstawicieli JWAR nie należy go bagatelizować” (podkreślenie autorów artykułu).
Jak widać z tego pisma, jeszcze nie widać śladu złota ale już widać, że na terenie zakładu „Julia” handel z żołnierzami radzieckimi kwitł na całego. I to towarami, które zawsze w okresie peerelu był bardzo poszukiwane i często były nie do dostania, jak np. dywany czy koce wełniane. A i z benzyną były wieczne problemy. Służba Bezpieczeństwa musiała po tym doniesieniu dostać niezłą zagwozdkę, bo jak tutaj działać, jak w tle pojawia się „bratnia” Armia Radziecka. W międzyczasie pojawia się notatka płk. Korzona, który opisuje wszelkiego rodzaju kombinacje dziejące się w zakładzie. Informacje te uzyskał od TW „Eugeniusz”. Informacje te były też pewnie jednym z przyczynków do założenia sprawy obiektowej. I to „Eugeniusz” opisuje jako pierwszy handel złotem na dużą skalę. Handel mógł kwitnąć ponieważ w hucie „Julia” robiono różne kombinacje. Ale oddajemy głos pułkownikowi. „Kombinacje prowadzone przez w/w miały różnorodny charakter, który polegał na oszukiwaniu odbiorców, podmienianiu gatunków, fałszowaniu zawartości opakowań itp.(…) oraz uprawiał handel wyrobami ze złota z oficerami Armii Radzieckiej z Legnicy, którzy częstokroć przyjeżdżali po kryształy jako stali odbiorcy, odwiedzając go najpierw w jego mieszkaniu prywatnym. W tej sytuacji znacznie pogorszeniu uległy nastroje wśród załogi Huty, która jest oburzona tak poważnymi nadużyciami”. Niestety, opisana sytuacja trwała dalej, chociaż założono sprawę obiektową i próbowano skanalizować problem nielegalnego handlu. Ktoś jednak uprawiający opisany powyżej proceder musiał być wysoko usytuowany, jeśli nie szkodziło jego interesom nawet to, że większość załogi wiedziała o wszystkim – a może to tylko taka nie do końca prawdziwa opinia oficera SB o tej sprawie?!
Mijają w tej sprawie zaledwie 3 miesiące i powstaje kolejna notatka służbowa, w której TW K-71 opisuje dalsze działania. Tym razem nielegalnych handlem na terenie zakładu zajmują się już sami żołnierze JWAR ze Stargardu Szczecińskiego, którzy będąc w „Juli” 19.06.1973 r. samochodem o numerach rejestracyjnych 0501 ND, handlowali z wybranymi osobami z zakładu benzyną, której, jak uważa TW, sprzedano wtedy w zakładzie około 200 litrów. Notatka mówi także o figurancie (osoba, na której temat Służba Bezpieczeństwa zdobywała i gromadziła informacje) ze sprawy pk. „Plastyk”, który z nielegalnych wpływów i transakcji odbywających się w zakładzie miał tyle pieniędzy, że założył sobie konto dewizowe „A” na które wpłaca dewizy. Jak widać, już tylko z tych wybranych informacji wyciągniętych ze sprawy obiektowej „Rubin”, na terenie huty kryształów „Julia” nie tylko produkowało się wyroby kryształowe. Wiele osób pracujących na terenie huty, z faktu pracy w niej, zrobiło sobie całkiem niezły nielegalny dochód. Oj, musiało to wtedy boleć SB, oj musiało!
A jak bolało, to coś trzeba było zrobić, przynajmniej z figurantem z akcji pk. „Plastyk”. Tym zajął się mocno pionek na szachownicy SB,TW K-71. To on ustala jak to naprawdę jest z kontem dewizowym „Plastyka”. No i faktycznie, konto „A” zapełniało się stale, jak to nazwano, „oryginalnymi zagranicznymi środkami płatniczymi”. Środki te miały pochodzić z zaoszczędzonych diet i, jak napisał w oświadczeniu „Plastyk”, także (uwaga!!) otrzymywanych od kogoś w darze (!). No, jak widać i wtedy przyjeżdżali anonimowi darczyńcy i wręczali ot, tak sobie, jakieś kwoty przypadkowym osobom! Jak się okazało, figurant miał również konto „B”, na które wpływały nieudokumentowane pieniądze, czyli takie, „Których pochodzenia właściciel nie musi udokumentować”.
I nagle w ręce wpada kolejne pismo, wręcz alarmujące, wysłane z Jeleniej Góry do Legnicy (SB). SB-cy jeleniogórscy wręcz proszą w nim kolegów z Legnicy o pomoc w ogarnięciu nielegalnego procederu handlu złotem dziejącego się na wielką skale na ich terenie w hucie „Julia”. Huta „Julia” powoli zamienia się w dolnośląski Fort Knox! I co oni mają z tym zrobić, jak już do huty na handel tym kruszcem z wybranymi pracownikami zakładu przyjeżdżają towarzysze radzieccy z jednostek wojskowych z Żar, Świętoszowa, Szczecina i Legnicy. Czy u towarzyszy radzieckich był aż taki pęd do posiadania kryształów? Czy może zwietrzyli możliwość dodatkowego nielegalnego zarobku? Tego nie wiemy – ale wiemy, że załoga również na tym nieźle się wzbogaciła. Ba! Wręcz, jak pisze się w piśmie, „Każdy przyjazd przedstawicieli A.R jest wyczekiwany przez załogę, gdyż łączy się z przeprowadzaniem różnych nieoficjalnych transakcji handlowych. Rosjanie przywożą na teren zakładu i sprzedają złoto, dywany, swetry, aparaty radiowe i fotograficzne oraz wyroby cukiernicze. Przede wszystkim sprzedają duże ilości benzyny.(…) W trakcie przyjazdów notuje się odrywanie pracowników od stanowisk pracy i ogólną dezorganizację”.
W jednym tylko dniu, według K-71, na terenie zakładu sprzedano 300 litrów benzyny. Bardzo dziwnie są te informacje, bo wygląda to tak, że pod nosem SB i państwa ktoś prowadził (żołnierze radzieccy) zorganizowaną sprzedaż nie tylko złota ale także innych atrakcyjnych towarów. I kompletnie nie przejmowali się tym, że robi to pod nosem bezpieczniaków!
No i kolejne pismo, które informuje, że Rosjanie nie tylko handlują ale także totalnie dezorganizują pracę na zakładzie. Dyscyplina pracy przez to jest całkowicie rozluźniona i już nie handlują litrami benzyny z kanistrów tylko przywożą całe beczki paliwa (beczko to około od 180-200 l.). W treści pisma napisane jest w pewnym miejscu, że „Rosjanie nadal oficjalnie prowadzą handel” – handel tymi właśnie beczkami wypełnionymi drogocennym płynem. No i rzecz jasna jakby inaczej – złotem. TW K-71 podaje w swej tajnej notatce kolejne numery pojazdów, którymi przywozi się te deficytowe skarby. Tylko, że i tak nic z tego nie wynika. Z terenu huty „Julia” zaopatrzenie w benzynę zaczynają pobierać także lokalni taksówkarze, którym ktoś zapewne wskazał hutę jako miejsce, gdzie bardzo tanio zatankują. Ale również kupią jeszcze to i owo. I oto „Julia” staje się największą stacją paliw oraz lokalnym Eldorado. Sb-ecy jeleniogórscy proszą więc o „przeprowadzenie rozmowy z osobami kompetentnymi i powiadomienie nas odwrotnym pismem o jej wynikach”.
Wreszcie przychodzi odpowiedź z Wojskowej Prokuratury Grupy Sowieckich Wojsk w Polsce. Prokuratura Sowiecka bardzo ostro kwituje tą sprawę, żądając aby osoby parające się tym procederem na terenie huty szkła „Julia” były natychmiast legitymowane, aby także sprawdzano czym handlują, z podaniem ilości sprzedanych towarów, oraz aby spisywać za każdym razem numery rejestracyjne pojazdów Armii Radzieckiej. Podaje się także do wiadomości SB w Jeleniej Górze numer telefonu do bezpośredniej łączności z ich prokuratorem radzieckim.
Pięknie to wyglądało. Ale czy ktoś dziś jest sobie w stanie wyobrazić, że oto ochrona zakładu legitymuje żołnierza(y) radzieckich w stopniu oficera?! Bo przecież tym towarem nie handlował zwykły szeregowy. Nam, piszącym ten artykuł, trudno to sobie wyobrazić.
Po jakimś czasie dochodzi do Komendanta WUSW w Jeleniej Górze pismo z prokuratury radzieckiej, aby sporządzić pełen spis przypadków nielegalnego handlu ich żołnierzy na terenie huty. Te działania nie przynoszą odpowiednich skutków, bo już niecały miesiąc później, SB ponownie informuje, że na terenie huty miały miejsce kolejne nielegalne transakcje. A jakby tego było mało, to jeszcze huta szkła „Julia”, a w zasadzie jej pracownicy, zasłynęli z przemytu towarów, które zapewne kupowali nielegalnie na terenie zakładu od żołnierzy JWAR.
Zaczęli więc oni na dużą skalę uprawiać przemyt, o czym zakład informuje w 1975 roku Szef wydziału II Górnośląskiej Brygady WOP w Gliwicach. I co ustalił gliwicki WOP? Ano to, że kierowcy przewożący na zachód towar z huty „Juli”, niekoniecznie i nie do końca wożą tylko kryształy. ”W ramach kontroli uzyskano szereg materiałów świadczących o prowadzeniu przez nich (kierowców-przyp. autorów) działalności przemytniczej i handlu dewizami” . Czy sprawa zgłoszona przez WOP była pokłosiem handlu na wielką skalę z lat 1971-1973? Zapewne tak. Jak widać z opisanych przypadków, ustalonych podczas prowadzenia sprawy obiektowej pk. „Rubin”, huta „Julia” to było Eldorado dla nielegalnych transakcji prowadzonych przed wszystkim przez żołnierzy Armii Radzieckiej. Przypomnijmy handlowano na jej terenie złotem, benzyną i innymi przedmiotami, które w tamtym okresie były trudno dostępne na polskim rynku.
Polskie Eldorado pewnego dnia nagle się kończy. Czyżby ktoś stracił ochronę i biznes z „Juli” przeniesiono do innego miejsca gdzie ponownie rozpoczęto Polskie Eldorado? Tego niestety nie wiemy.
Piotr Kucznir
Agnieszka Łabuz
Załączniki:
Archiwum IPN Wrocław 034/18
Zdjęcia:
Archiwum IPN Wrocław 034/18
Źródło: Słowo Polskie





Komentarze
Złote Eldorado Na Dolnym Śląsku z Żołnierzami Radzieckimi w tle — Brak komentarzy
HTML tags allowed in your comment: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <s> <strike> <strong>