Matejkowice 1945
Po zakończeniu II wojny światowej Polska odzyskała ziemie zachodnie. Popularnie zwane Ziemiami Odzyskanymi lub Dzikim Zachodem. Cały kraj był zrujnowany działaniami wojennymi. Hitlerowscy okupanci zrabowali wiele dzieł polskich artystów, między innymi z Muzeum Narodowego i „Zachęty” w Warszawie. Wywozili je do Niemiec, ale niektórych nie zdążyli z różnych przyczyn. Dzieła i kosztowności ukrywali w różnych miejscach i miejscowościach.
Hain in Riesengebirge – tak nazwana w czasie bytności Niemców – obecna Przesieka była miejscowością, gdzie ukryto kilka skrzyń z obrazami, o których nikt z mieszkających tu Niemców nic nie wiedział. Po II wojnie światowej w 1945 roku odległa o kilka kilometrów granica państwa pilnowana była przez Korpus Bezpieczeństwa Wojskowego, a placówka z żołnierzami była pierwotnie przy „Skałce” w Podgórzynie, gdzie kończyła się linia tramwajowa z Jeleniej Góry.
„Szli na Zachód osadnicy, szlakiem Wielkiej Niedźwiedzicy’” – w słowach piosenki – ale tak naprawdę było, a moja matka Stanisława wiele razy opowiadała mi różne epizody z czasu, kiedy przyjechała z transportem osadników pod koniec maja 1945 roku do Jeleniej Góry. Tam, gdzie mieszkała, w Starachowicach było bardzo trudno z pracą. Mąż z pierwszego małżeństwa wywieziony na roboty przymusowe do Niemiec nie wraca, a trójkę dzieci matka musiała wyżywić i wychowywać, więc zdecydowała się słysząc propagandowe odezwy władz na wyjazd na zachodnie Ziemie Odzyskane.
Rozpoczęła pracę na stołówce, lecz po dwóch tygodniach została skierowana przez Pełnomocnika Rządu na okręg 29 Wojciecha Tabakę do osiedlania przyjeżdżających Polaków. Wybrała ostatecznie Hain – jak podkreślała w opowiadaniach i własnych notatkach – miejsce, które ją zauroczyło. W tej miejscowości pracowali już wójt Sylwester Pawlak i sekretarz Antoni Rutkiewicz. Hain była gminą. Jak opowiadała mi matka, pracowano nie licząc czasu, ponieważ było dużo pracy z osiedlaniem przyjeżdżających Polaków.
Do zasiedlenia czekało ponad 100 gospodarstw i domów, więc każdy z osadników musiał wybrać obiekt, a komisja gminna wraz z funkcjonariuszem UB lub świadkiem społecznym zobowiązana była sporządzić protokół przyjęcia wybranego domu wraz z zastanym sprzętem i dobytkiem. Miejscowość była wypoczynkowo-turystyczno-wiejska. Dla wielu przyjezdnych było wtedy zaskoczeniem, że w domach jest energia elektryczna, gaz ziemny, woda z wodociągów, a nawet telefony w bogaciej wyposażonych pensjonatach.
Przejęcie domów przez osadników wiązało się z wysiedleniem ludności niemieckiej.
Prawdopodobnie pod koniec lipca 1945 roku komisja gminy Hain, w której była moja matka, rozpoczęła kontrolę opuszczonego restauracji o nazwie „Waldschlosschen”. W trakcie oględzin w piwnicy znajdowały się skrzynie oznakowane i opisane z zawartością w języku niemieckim. O tych mniejszych brak jest wspomnień, ale trzy skrzynie znacznych rozmiarów zawierały obrazy znanego polskiego artysty malarza Jana Matejki. Były to: „Unia Lubelska”, „Rejtan” i „Batory pod Pskowem”.
Wszystkie dzieła zabezpieczono i zwieziono do urzędu gminy (dom przy ul. Spadzistej) Hain i powiadomiono o tym fakcie władze w Jeleniej Górze. Niemcy mieszkający w Hain nic na temat ukrytych skrzyń nie wiedzieli. W szybkim czasie przewieziono odnalezione obrazy do „Paulinum” w Jeleniej Górze.
Z uwagi na tak cenne odnalezienie dzieł mistrza Matejki na zebraniu pierwszych osiedlonych Polaków postanowiono zmienić nazwę niemiecką Hain na Matejkowice we wrześniu 1945 roku. Pierwsi osadnicy byli pod wrażeniem odnalezionych obrazów i chcieli tym sposobem ustanowić polską nazwę miejscowości MATEJKOWICE. Ustawa o łączeniu gmin spowodowała włączenie Matejkowic do gminy Sobieszów wraz z innymi miejscowościami. Kamienny obelisk, który stoi do tej pory, a był postawiony Niemieckim żołnierzom po I wojnie światowej, przekuto i wykuto napis „Bohaterom poległym w walce o wolność i demokrację, Matejkowice 22 lipca 1946”.
Obelisk jest wraz z napisem do dzisiaj, ale nadmienić trzeba, że z wolnością i demokracją i walecznymi bohaterami ówczesne władze radziły sobie spokojnie. Bohaterami byli raczej wszyscy ci, którzy przyjechali na te tereny pełni wiary w lepsze jutro dla siebie, rodziny i Polski. Pracowali z poświęceniem i kształtowali nowe polskie społeczeństwo przybyłe z różnych stron zrujnowanego wojną kraju. Byli to rolnicy i rzemieślnicy, żołnierze frontowi i partyzanci, artyści i działacze sportowi związani z turystyką. Kształtowali na nowo życie, chociaż bywało, że słychać było strzelaninę w nocy i nazajutrz ktoś mówił, że zszabrowano dom ten czy tamten, ale nikt nie zginął. Mawiano to jest „Dziki Zachód”. Kradzione poniemieckie rzeczy wywożono (jak mawiano wtedy) do Warszawy na handel. Okradziono nawet dom, w którym z trzema małymi synami zamieszkiwała moja matka. Za kilka dni została ostrzeżona, by zaprzestać chodzenia na milicję, bo w przeciwnym wypadku spotka ją i dzieci zły los (jak wspominała w opowieściach).
Nazwa przetrwała do września 1946 roku i Matejkowice zmieniono na Przesiekę decyzją Komisji ds. Zmian nazw niemieckich na polskie – zmieniano wszystkie nazwy i nadawano polskie. Kiedy generalnie skończyła się praca przy osiedlaniu polskich osadników, moja matka otworzyła w Przesiece 20 listopada 1946 roku Urząd Pocztowy w części DW „Na Wzgórzu” (dzisiejsza „Mimoza”). Listonoszem był Marian Ludwisiak.
Wraz z mijającym czasem odeszło prawie całkiem to pokolenie osadników. Zaginęło lub uległo zniszczeniu wiele dokumentów i zdjęć z tamtych lat. Nazwiska tych pierwszych i tych kolejnych też gdzieś się zapodziały i bywa, że już przekręca ktoś nazwę obrazu mistrza Jana Matejki. Dlaczego? Artykuł, który się ukazał pt. „Rejtan pod szynkwasem” – Włodzimierza Kalickiego, a podawany na stronie internetowej Przesieki jest nieścisły i nie odzwierciedla prawdy dotyczącej znalezienia obrazów Matejki. Chociaż prof. Lorenc i jego pracownicy poszukiwali wielu dzieł zrabowanych przez Niemców w czasie II wojny światowej, to o znalezionych obrazach dostali informacje z urzędu w Jeleniej Górze i licho wie, po co jechała jedna z jego pracownic z wódką, kiedy w gospodzie ,,Pod Lipami ” w Matejkowicach bimbru raczej wtedy nie brakowało. W.K. pisze „…właściciele nie byli informowani, gdzie trafić mają odebrane im skarby…” itp. bzdury. Tak więc artykuł o rzekomym odnalezieniu dzieł Matejki jest plątaniną zdarzeń w czasie i przestrzeni, a grupa profesora Lorenca przyjechała tylko odebrać obrazy i jak rozpowszechniono – zaszczyty (?) ze znalezienia zrabowanych dzieł sztuki.
Budynek, w którym odnaleziono obrazy, stał jeszcze przez kilkanaście lat, a potem uległ zniszczeniu. Nosił nazwę „Pionier”. Dzisiaj już go nie ma, a obok stoi nowy ładny dom – pensjonat „Marzenie” przy ul. Karkonoskiej. A czy ktoś wie, jak wyglądają dzieła Jana Matejki? Marzeniem moim i może nie tylko moim mogłaby być choć mała tablica informacyjno-edukacyjna o znalezionych obrazach polskiego artysty Jana Matejki, przypominająca czasy, ludzi, a przede wszystkim Historię.
W tej miejscowości od lat powojennych nastąpiło wiele zmian w zabudowie architektonicznej. Zmieniali się również jej mieszkańcy. Nie sposób dzisiaj przytoczyć wszystkich z nazwiska lub czym się zajmowali, ale to oni kształtowali odważnie życie Przesieki. Być może, jeszcze ukaże się kilka interesujących faktów po 1945 roku, bo to stanowi o historii tej pięknej wypoczynkowej miejscowości u podnóża Karkonoszy.
Mariusz Czerski z Przesieki, listopad 2011 r.
przesiekacz@wp.pl






Panie Mariuszu gratuluje! Wszystko co pan tu napisał jest bardzo interesującei mimo, że już nie mieszkam w naszej kochanej Przesiece czekam na więcej. Przesieka to nie tylko mój rodzinny dom ale wspomnienia, miejsca które tak kochałam, z którymi było tak ciężko się rozstać i za którymi będę tęsknić chyba do końca swych dni.