Kształt kamienia
Ostatnio rozgorzała dyskusja o karkonoskich szlakach, a dokładniej o ich nawierzchni. Gospodarzom szlaków udało się pozyskać znaczne kwoty na ich renowację, remonty czy jak kto woli rewitalizację. Prace przebiegają zgodnie z ustalonymi harmonogramami, czyli szybko jak na polskie standardy budowy dróg. W niepamięć poszła wszechobecna na górskich drogach trylinka. Sześcioboczny betonowy relikt ery socjalizmu służący do wykładania placów, dróg i podjazdów.
W góry na szlaki powrócił naturalny kamień, a z nim problem, jaki ten kamień powinien mieć kształt. Najczęściej występuje w postaci tłucznia, grysu, głazów, płyt i kostki, zwanej potocznie brukiem. Sprawa niebagatelna, bo co innego w górach, gdy szlak wysypany jest tłuczniem, a co innego, gdy lśni w deszczu równo ułożoną kostką granitową.
Śledząc dyskusję na różnych portalach i przy stołach można stwierdzić, że nigdy tak „ostro” nie było w tej kwestii. Kto ma rację? Pewnie wszyscy i nikt zarazem. Dlaczego? Z pewnością dlatego, że choć pretekstem jest położenie nawierzchni brukowej na kilku często uczęszczanych szlakach, to jednak bardziej chodzi o to nie „jak?”, tylko „dlaczego właśnie w taki sposób” i „z czyjej decyzji” to zrobiono?
Zawsze byłem zdania, że jeśli czegoś w Karkonoszach nie wiemy, to popatrzmy, jak to robią Czesi po południowej stronie gór. A robią różnie. W najwyższe partie gór można wjechać asfaltową drogą, by zaraz móc kontynuować podróż pieszo, dzikim kamienistym szlakiem. Jedno nie wyklucza drugiego. Niepełnosprawni mogą po „równym jak stół”, a kochający tradycyjne formy, wyboistą naturalną drogą. U Czechów są drogi łatwe i trudne, a niedawno dołączyły do nich wyspecjalizowane dla rowerzystów, czego sobie i innym wielbicielom uroków polskich Karkonoszy życzę.
Andrzej Ploch


Brukowanie i asfaltowanie górskich szlaków to poroniony pomysł. Nie róbmy z gór parku miejskiego. A niepełnosprawnym nie jest potrzebny asfalt ani bruk. W TANAP-ie pięknie wyrównano i wyszutrowano odcinek czerwonego szlaku z Hrebenioka do Rainerowej Utulni i wystarczy. Może byc poręcznie i estetycznie. Ale szlaki a`la Droga Jubileuszowa czy Harrachovska Cesta to istny horror i gwałt na krajobrazie … Nawet zakosy na Śnieżkę beznadziejnie „wyrównane”. Nic tylko wziąć puszkę piwa w dłoń a w drugą reklamówkę i w klapkach „zdobywać” górskie szczyty …
Nie chciałbym nikogo urazić, ale Czesi jakoś nie tragizują z tego powodu.
Nikt w tych rozważaniach o estetyce nawierzchni nie pyta, dlaczego w ogóle utwardzone nawierzchnie… Trzeba to jasno powiedzieć, że w Karkonoszach zdarzają się deszcze nawalne – takie małe, acz zupełnie nieprzewidywalne powodzie. Szlaki, po których nagle zaczynają płynąć tony wody, wręcz znikają, gdy mają nawierzchnię ze zwietrzeliny czy podobnego materiału. Tak było w lecie 2010 na żółtym szlaku na Łabski Szczyt. Szlak zamienił się w rów o głębokości miejscami przeszło 1 metra. Dwa schroniska zostały odcięte od świata. Gdyby wtedy przyszła kolejna nawałnica, zniszczenia byłyby kolosalne. Podobnie jest na wielu innych szlakach na północnym skłonie Karkonoszy. Mało kto wie, jak drogie jest konserwowanie szlaków o zbyt delikatnej nawierzchni. Te koszty ponosi się latami, a sumy osiągają zawrotne wielkości. Lepiej jest, w oparciu o dotacje z UE, zrobić solidny, odporny bruk granitowy z fachowo wykonanymi odpływami wód opadowych. Ja osobiście też nie lubię takich konstrukcji w górach. Wolę bardziej dzikie klimaty…ale też pamiętajmy, szlak rozpieprzony przez wodę będzie zamykany ze względów bezpieczeństwa. I dopiero będzie się podnosiło larum: gdzie jest park, co zrobił w tej sprawie itd, itd.
Kształt bruku – to zostawmy firmom wykonawczym. Ręczą swoimi pieniędzmi, gdy coś spieprzą, a więc wybiorą taki bruk i taki sposób układania, który będzie gwarantował trwałość nawierzchni.
I nie użyją materiałów, które tak chętnie są używane w KRNAP – asfaltu, bazaltu, betonu…
Do Euklidesa: Jubileuszówka, to droga zbudowana przez Niemców – w zasadzie jej konstrukcja ma już nieco historyczny i zabytkowy charakter. Trudno się pozbyć tego potworka…
Droga z Kopy – cóż… tak naprawdę doskonale sprawdziłby się tam jeden patent: limitowanie wejść w kierunku Śnieżki i wąska ścieżka:)Jest jakiś odważny, by to zorganizować?:P Bo dziennie potrafi tam przejść wiele tysięcy ludzi. Wąska ścieżka tej masy nie przepuści…
Cesty na Szrenicę, Strzechę i dalej do Śląskiego Domu – budowle starożytne, dla zaopatrzenia schronisk i obserwatorium. Po zwężeniu drogi do Samotni podniósł się taki harmider, że…no sam rozumiesz – wszystkim nie dogodzisz:)a na pewno nie zlikwidujesz tych bruków…
Dziękuję, Pana komentarz na pewno wyjaśnia pewne wątpliwości. W Czechach widziałem na szlakach, którym grozi wymycie, stalowe poprzeczne rynny, które odprowadzają wodę płynącą po nawierzchni daleko do rowów lub nawet potoków. Stalowe, trudne do zniszczenia.