Na stałe i przelotem – ptaki Karkonoszy
Karkonosze to miejsce wyjątkowe nie tylko ze względu na bogactwo i różnorodność krajobrazu. Zamieszkujące te góry gatunki zwierząt także bywają unikatowe, a do tego niezwykle ciekawe. Nasza część Sudetów znana jest w całej Polsce jako prawdziwy raj dla ornitologów – i to nie bez przyczyny! Karkonosze to biotop unikatowy w skali Polski.
Tutejszy klimat – dość surowy jak na góry o takiej wysokości – sprawił, że bogactwo fauny i flory kształtowało się w specyficzny sposób. Charakterystyczna dla alpejskich i subalpejskich warunków środowiskowych roślinność zwabiła w Sudety wiele rzadkich gatunków ptaków – od tych zamieszkujących Alpy – do takich, które szczególnie upodobały sobie torfowiska tundry.
Turystyka podróżniczka
W tych ostatnich gustuje nie kto inny, jak podróżniczek. Ptak wyjątkowy, zwłaszcza jeśli chodzi o „ubiór”. To prawdziwy klejnot Karkonoszy obdarzony przez naturę upierzeniem przywodzącym na myśl – nomen omen – półszlachetne kamienie, tutaj w górach wydobywane. Mieniący się w słońcu błękit, biel i rdza jego upierzenia, rzeczywiście mogą się kojarzyć ze szlachetnymi minerałami, z których słyną Karkonosze. Ten żywy skarb naszego regionu jest utalentowanym i wytrwałym podróżnikiem – stąd właśnie jego nazwa.
Na czas chłodnych miesięcy podróżniczek odlatuje głównie w rejony północno-zachodniej i środkowej Afryki oraz Bliskiego Wschodu. Zimę spędza więc jak rasowy turysta – w otoczeniu słońca i pięknej pogody. Ptak ten lubi przebywać w środowisku subalpejskiej tundry, zwłaszcza w pobliżu torfowisk – znakomicie odpowiada mu zatem okolica Równi pod Śnieżką, gdzie w okresie lata nie tak trudno go spostrzec.
Czy to pan, czy to pani?
Zauważenie mornela to z kolei wyczyn nie lada! Przede wszystkim dlatego, że tych pięknych, przelotnych ptaków z rodziny sieweczkowatych zostało u nas już bardzo niewiele, a gatunek wpisany do Polskiej Czerwonej Księgi Zwierząt znajduje się w naszym kraju właściwie na krawędzi wyginięcia. W tej chwili w Karkonoszach nie występuje jako lęgowy. Przyczyniły się do tego częste polowania, które prowadzone były w Sudetach do 1. połowy XX w. Jeszcze sto lat wcześniej mornel gnieździł się tu dość licznie, a Karkonosze znane były jako jego oaza.
Niesłychanie rzadko spotykany mornel to ptak zupełnie wyjątkowy. Dlaczego? Otóż charakterystyczny dla tego gatunku jest tak zwany „odwrócony dymorfizm płciowy”. U większości ptaków to samiec jest piękniej ubarwiony, samica zaś posiada skromniejsze barwy, pozwalające jej maskować się w gnieździe. U morneli sytuacja odwróciła się – to samiczka „chwali” się podczas godów samczykowi białym podgardlem, rdzawymi bokami i piersią oraz piękną, czarną smugą na brzuchu. „Żona” mornela to prawdziwa emancypantka – po zniesieniu jaj, przekazuje opiekę nad gniazdem i pisklętami „mężowi” (przy czym sama nierzadko udaje się na poszukiwanie kolejnych partnerów).
Duma i majestat
Dalekie od małżeńskich „zdrad” i „sporów o obowiązki” są bieliki należące do rodziny jastrzębiowatych. Te wspaniałe i majestatyczne ptaki, których rozpiętość skrzydeł sięga 2,5 m, a waga 6 kg (samice są nieco większe od samców), łączą się w pary na całe życie i pozostają sobie wierne do śmierci. Bielik – największy polski ptak z rzędu szponiastych, nazywany bywa często orłem.
O ile ten potężny drapieżnik, który od ponad siedmiuset lat widnieje na naszym narodowym godle, z typowym orłem kojarzy się chyba każdemu – to prawdą jest, iż z biologicznego punktu widzenia bliżej mu raczej do kani. Bieliki to ptaki związane ze środowiskiem wodnym. Polują na ryby i ptactwo – od kaczek i łysek po gęsi i czaple. Zdarza się, iż chwytają młode sarny i lisy, ale zazwyczaj pozostają przy „wodnym” menu.
Gniazdo bielika to prawdziwie królewska forteca. Umieszczone w koronie wielkiego drzewa (nierzadko 100-letniej sony, ogromnego dębu lub buka) budzi respekt swoimi rozmiarami. Średnica tego zbudowanego (i dobudowywanego przez lata) „mieszkania” przekraczać może 2 m przy 5 m (!) wysokości i wadze dochodzącej do 1000 kg (a nawet do 2 ton!). Między innymi dlatego tak istotne jest dla ochrony gatunku zachowanie starodrzewu na terenach lęgowych tych ptaków.
Rewiry łowieckie wokół gniazda – twierdzy są równie imponujące. Para bielików zajmować może terytorium o powierzchni do 60 km². Bywa, iż ptaki gniazdują w bliskiej od siebie odległości, a ich terytoria częściowo się na siebie nakładają. Kiedy pokarmu jest pod dostatkiem „królestwa” te kurczą się do rozmiarów 4-5 km². Bieliki uzyskują ostateczną szatę dorosłą – ze śnieżnobiałym ogonem i intensywnie żółtym dziobem – zazwyczaj w wieku 5 lat, czyli w 6 kalendarzowym roku życia. Uważa się, że wraz z uzyskaniem szaty ostatecznej ptaki te przystępują po raz pierwszy do rozrodu.
Bieliki są długowieczne, bywa, iż dożywają ponad 30 lat w naturze i 40 w niewoli. Gatunek jeszcze niedawno był – wskutek polowań i stosowania pestycydów – na skraju wymarcia.
W Niemczech zabijało się rocznie ponad 400 tych pięknych ptaków, a niektórzy ze śląskich myśliwych XIX i początku XX w. szczycili się uśmiercaniem „w sezonie” od kilkunastu do kilkudziesięciu osobników. Populacja tego największego skrzydlatego drapieżnika Polski ma się już znacznie lepiej – dziś żyje tu ok. półtora tysiąca par. Na terenie Karkonoszy znajduje się jedno potwierdzone stanowisko lęgowe bielika.
Latająca łódź podwodna!
Nie nad, lecz pod wodą lubi polować pluszcz. Ten maleńki, ozdobiony białym „śliniakiem”, brązowy ptaszek z rzędu wróblowych nie łowi rzecz jasna leszczy ani kaczek – daleko mu do „orlego” majestatu. To jedyny polski ptak śpiewający, który opanował umiejętność nurkowania – „przechadza się” on po dnie górskich rzek w poszukiwaniu larw owadów i innych drobnych bezkręgowców, a pod wodą pozostawać potrafi do pół minuty.
To jednak niezwykłe osiągnięcie, biorąc pod uwagę, że pluszcz wspaniale czuje się też na lądzie i w powietrzu. Niezwykły górski nurek potrafi schodzić na głębokość do 1,5 m. Gnieździ się tuż przy linii brzegowej rzek, wykorzystując do tego każde urozmaicenie terenu. Buduje gniazda pod mostami, za ścianami wodospadów, w obwałowaniach rzek itp.
Smutny los cietrzewia
Ten piękny ptak z rodziny kurowatych znalazł się w nie lada opałach. Przetrwanie jego gatunku wisi na włosku – ptak zagrożony jest w całej Europie rychłym wymarciem. Przyczyn tego stanu rzeczy jest kilka. Największe za niego „podziękowania” należą się przede wszystkim myśliwym, którzy jeszcze do połowy XX w. „tłukli” w cietrzewie tak niemiłosiernie, że już wówczas bardzo poważnie nadwątlili liczebność populacji.
Na tego skrajnie rzadkiego dziś ptaka polowano przede wszystkim w jego okresie godowym. Tokowiska, na których najpiękniejsze koguty zbierały się, by zalecać się do samic, stawały się „poligonem” – cietrzewie zabijano w ogromnych ilościach.
Ludzka bezmyślność w połączeniu z intensyfikacją i chemizacją rolnictwa, wzrostem liczebności kun, wałęsających się psów, kotów, a także dzików, lisów i jenotów – doprowadziła w rezultacie do tego, iż cietrzew niemal zniknął z biologicznej mapy Europy. Gdzieniegdzie w Polsce – na przykład u nas w Karkonoszach – uchowały się jeszcze jego ostoje, ale i w nich ptaki bywają niepokojone, głównie przez narciarzy i turystów.
Powietrzny pocisk
W nieco lepszej, choć wciąż niedobrej sytuacji, znajduje się sokół wędrowny, który jeszcze 100 lat temu gniazdował na terenie całego kraju, lecz wskutek stosowania pestycydów DDT oraz prześladowań przez hodowców gołębi stał się ptakiem skrajnie nielicznym. Prowadzone na szeroką skalę działania dążą jednak do odtworzenia jego populacji w Europie. W locie nurkowym potrafi rozwinąć prędkość przekraczającą 300 km/h.
Według eksperymentu przeprowadzonego w 2005 r. przez naukowca Ken’a Franklina, najszybszy z sokołów osiągnął zawrotne 389 km/h. Do czego sokoły wykorzystują tak ogromne prędkości? Oczywiście do polowania. Z wysokości obserwują swe ofiary – gołębie, kaczki, mewy, drozdy oraz mniejsze ptaki, po czym spadają na nie „jak grom z jasnego nieba”. Szponami uderzają ofiarę (celując w głowę lub szyję), wyhamowują swą prędkość, robiąc przy okazji nawrót, po czym chwytają zdobycz – nierzadko zanim ta spadnie na ziemię.
Sokół wędrowny – mimo swej nazwy – wędrowcem nie jest. Pozostaje w obrębie wybranego przez siebie terytorium przez cały rok. W Karkonoszach polskich pierwsze lęgi tych wspaniałych drapieżników ornitolodzy zaobserwowali w 2006 r.
Krzywe uszy małej sowy
Włochatka to niewielka, ważąca niecałe 200 g sowa, o dość niezwykłym wyglądzie. Każdemu, komu uda się zaobserwować to rzadko występujące, nocne stworzenie, od razu rzuca się w oczy głowa włochatki, wręcz nieproporcjonalnie duża w stosunku do reszty ciała. Wrażenie to podkreśla dodatkowo jasna szlara – talerzowato ułożone pióra wokół dzioba i oczu, która nadaje ptakowi nieco „zdziwionego” wyglądu.
Owa szlara to bardzo ważne narzędzie, działające na tej samej zasadzie, co talerz anteny satelitarnej. Płasko ułożone pióra zbierają i odbijają w stronę uszu wszelkie dobiegające z otoczenia dźwięki. Co ciekawe, otwory uszne tej małej, ślicznej sowy ułożone są wyraźnie asymetrycznie na brzegach szlary. Jedno ucho znajduje się wyżej od drugiego, jest w dodatku prawie dwukrotnie od niego mniejsze. Dzięki temu właśnie nocny drapieżnik potrafi trójwymiarowo „widzieć” uszami – lokalizując swoją zdobycz w niemal zupełnych ciemnościach. Łupem włochatki padają najczęściej gryzonie.
Sowa ta lubi gniazdować w opuszczonych dziuplach dzięciołów. W Karkonoszach gatunek ten radzi sobie nadspodziewanie dobrze, a dzięki publikacjom z dziedziny ornitologii i zoologii, stał się ostatnimi czasy piękną, a jednocześnie nader sympatyczną ikoną naszych gór.
Antoni Gąssowski

Dziennikarz, przyrodnik, pracownik Związku Pracodawców Polskich Parków Narodowych
KARKONOSZE 3(289)/2017
Zachęcamy do prenumeraty wersji papierowej czasopisma „Karkonosze”.





