Piękno przyrody jest nieskończone (2)
Cała przyroda i las, jako jej część nieustannie i niezmiennie zaskakują mnie. W pierwszych dniach grudnia zaskoczyła mnie w lesie… cisza, choć nie była absolutna. Nie mam na myśli różnych odgłosów pochodzących od człowieka, bo te, niestety, dochodziły, lecz głosy Natury. Pomyślałam, po powrocie do domu, że napiszę Państwu, Drodzy Czytelnicy, o dźwiękach Przyrody, w których jest wszystko: rytm i melodia, refreny, wysokość i tempo, harmonia, i które mogą wyrazić wszystkie emocje.
Nie zawsze trzeba iść do lasu lub na łąkę, aby usłyszeć muzykę Natury – blisko domu, w ogrodzie, również możemy jej posłuchać. Człowiek lubi otaczać się pięknymi przedmiotami, a ogród z kwitnącymi w nim kwiatami i bujnie rosnącymi warzywami, z krzewami i drzewami ozdobnymi i owocowymi, to piękno z natury (przy mniejszym lub większym udziale człowieka).
Kolorowe i pachnące kwiaty przyciągają, wabią swoimi barwami i zapachami różne owady, które przeważnie szukają pożywienia. I niejako przy okazji, tworzą muzykę: brzęczą pszczoły, bzyczą muchy, niekiedy przeleci osa lub szerszeń. Tylko motyle są ciche. W ogrodzie również wesoło ćwierkają wróble, nawołują się sikorki, ostrzegając całą skrzydlatą brać przed zbliżającym się kotem, skrzeczą sroki zwołując się, bo właśnie któraś zobaczyła coś ciekawego i godnego sroczej uwagi, wieczorem – przed zachodem słońca – gwiżdże kos. Czy wiecie Państwo, że ten czarno ubarwiony ptak z połyskliwymi piórkami i pomarańczowym dziobkiem, bardzo lubi naśladować i powtarzać różne dźwięki i można z nim stworzyć duet gwiżdżąc do niego krótkie melodyjki.
Ogród to również scena, na której trochę mimowolnie, trochę jakby od niechcenia, występują również nasi domowi ulubieńcy i pupile: poszczekuje pies, bo pilnuje gospodarstwa – psy potrafią w różny sposób oznajmiać światu swoje istnienie i swoje humory, różnią się nie tylko w pieśniach, ale też w swoich głosach – lub zamiauczy kot, bo oczekuje pogłaskania za przyniesioną na próg domu mysz.
Inne pieśni tworzy w ogrodzie woda – przeważnie cicho szemrze, gdy podlewamy rośliny. Ogrodowe zraszacze pozwalają skomponować tak bardzo różne melodie, że nawadnianie to nie tylko słuchanie muzyki ogrodu, ale także jej tworzenie. W wielu ogrodach można zobaczyć oczka wodne, małe fontanny, źródełka, strumyczki. Wypływająca woda w różny sposób rozbija się o kamienie, o brzegi, tworząc przyjemny dla uszu słuchającego szum – muzykę.
Z ogrodem w pełnym rozkwicie kojarzy się lato, a z tą porą roku z kolei – burze. Jako zjawisko atmosferyczne burza jest niebezpieczna, ale jako widowisko na niebie – jest cudowna: to spektakl światła i dźwięku. Czasem letnia burza jest łagodna i krótkotrwała, a czasem potrafi bardzo mocno przestraszyć, lecz mimo to jest fascynującym zjawiskiem i piękną muzyką. Jest takie powiedzenie: „cisza przed burzą”, które przypomina się nieraz w niezbyt miłych okolicznościach, ale w przyrodzie jest to fakt – zbliżającą się burzę zwiastuje cisza, choć bardziej pasowałoby tu stwierdzenie, że przyroda jest nieruchoma – nie rusza się żaden liść na drzewie, nie drga żadne źdźbło trawy, nawet ptaki nie odzywają się, jakby wszyscy i wszystko trwało w oczekiwaniu.
Powoli jednak nadchodzi wiatr – najpierw słychać go gdzieś w oddali, ale z każdą minutą coraz bliżej i wyraźniej, aż w końcu jest nad nami – nachyla drzewa, świszczy w gałęziach, gra na liściach, przelatuje, kręci i wraca, prawie wyje. Głuche grzmoty gdzieś w oddali, niebo zasnuwające się ciemnymi, grubymi chmurami rozświetlane błyskawicami. Z każdą chwilą coraz wyraźniej wszystko widać i słychać, a do grzmotów i wiatru dochodzi jeszcze szum deszczu – najpierw pojedyncze krople odbijające się od suchej ziemi, które przechodzą w ulewę. Muzyka burzy jest głośna i gwałtowna, bo sama burza jest zjawiskiem dynamicznym i nie trwa zbyt długo – przychodzi i odchodzi.
Piszę Państwu o lecie i letniej muzyce w ogrodzie, którą można byłoby nazwać muzyką pracy, muzyką działania, a za oknami mróz. Jest zimno, nawet bardzo zimno, ale tylko przy takiej pogodzie można usłyszeć skrzypienie zmarzniętego śniegu i zobaczyć diamentowe lśnienie śniegowej pokrywy, którą oświetlają promienie słońca – to kolejny spektakl Przyrody.
Zimą można być również słuchaczem ptasiego koncertu – codziennie zaskakują mnie swoimi głosami ptaki, które odwiedzają karmnik. Rano, gdy wychodzę z ziarnem, dookoła na gałęziach siedzą wróble i sikory – bogatka, modra, sosnówka, czubatka, czarnogłowa – kosy, kowaliki, a w oddaleniu sójki i sroki. Siedzą raczej cicho, choć pojedyncze głosy wróbli przerywają tę ciszę. Z każdym moim krokiem bliżej karmnika więcej wróbli odzywa się i zaczynają im również wtórować sikory. Wsypywaniu karmy towarzyszy cisza, która trwa jeszcze kilka sekund, podczas których odchodzę. I nagle coraz więcej ptaków odzywa się – w ich głosach słychać nawoływanie: „Już jest! Już nasypała! Przylatujcie! Będziemy jeść!” Potem, przez moment, gdy wszystkie ptaki chcą zacząć jeść, wokół karmnika jest gwar i kłótnia, a nawet mała awantura. Ptaki same ustalają zasady dostępu do karmy, „łapią” w dzioby ziarno słonecznika i odlatują niedaleko, aby wydziobać z łupinki smaczny środek. Gdy świeci słońce, ćwierkają trochę inaczej w drodze do i z karmnika, inaczej też, gdy dzień jest pochmurny, ale i tak jest to piękna muzyka. Każde miejsce ma swoją muzykę, która tworzona jest przez różnych wykonawców.
Kolejne miejsce, o którym chciałabym Państwu napisać, to górski strumyk. Zdaję sobie sprawę, że nie tylko w górach strumienie i rzeki mają swoją muzykę, mieszkam jednak w górach, często przesiaduję nad strumieniami i rzeczkami, i słucham ich głosu i ich melodia do mnie „przemawia”. Woda jest najważniejszym elementem przyrody w całym świecie. Bez wody nie byłoby życia. Potrzebna jest wszystkim żywym stworzeniom, wszystkim roślinom – każdej, najmniejszej nawet, istocie. Wszystko, co żyje na ziemi – od mikroskopijnej bakterii po człowieka – potrzebuje wody do tego, aby mogło zaistnieć następne pokolenie.
Woda jest w każdej komórce żywych organizmów. Ale woda niesie też zagrożenie, a nieraz nawet śmierć – wtedy jest groźnym żywiołem. W każdej jednak postaci ma swój urok i swoją muzykę. Górski strumień, w którym woda spływa po kamieniach, tworząc małe wodospady lub spadowody, jak mawiał Kubuś Puchatek, i małe rozlewiska, często przyciąga i zaprasza nad swoje koryto ludzi, którzy jak zaczarowani siadają na brzegu i wsłuchują się w muzykę wody. Spływająca z gór woda rozbryzguje się po kamieniach licznie występujących w korycie strumienia, zatrzymuje się na małych tamach, które w sumie sama zrobiła z fragmentów gałęzi, łodyg leśnych ziół i traw, z liści w zwężeniach koryta, napływa w małe zatoczki, spokojnie rozlewa się tam, gdzie szerzej, a wszystko to ze swoją melodią. Często też, szczególnie w miejscach słonecznych, rozpryskująca się o kamienie woda tworzy tęczowe obrazy – to promienie słońca załamują się w jej kroplach. Patrząc na to wszystko odnosi się wrażenie, że nic się nie powtarza – ani obraz, ani dźwięk, że wszystko jest jakby chaotyczne, bez porządku, ale to nie prawda, bo przecież w Przyrodzie nic nie dzieje się bez powodu i bez sensu. Ta spływająca po kamieniach woda działa na widzów i słuchaczy w różny sposób, ale przeważnie pomaga – uspokaja i wzmacnia.
Teraz, zimą, strumienie i rzeki skute są lodem. Miejscami jest gruby, gdzie indziej jest cieńszy lub nawet w ogóle go nie ma. Nie tworzy równej powierzchni, jak na lodowisku, ale jego gładkość przyciąga wzrok. A gdy się wsłuchać, to słychać pod nim miarowy, ale jakby ciężki, kipiący lub bulgoczący szum wody, jakby się dusiła pod tą ciężką pokrywą, ale gdzieniegdzie przebijają się ciche jej dźwięki uderzającej o lód, przypominające trochę srebrne dzwoneczki.
Pamiętam groźne oblicze rzeki, która przepływa koło mojego domu – stukające o siebie płynące w szybkim nurcie kłody drewna, ocierające się wzajemnie i przesuwane po dnie ogromne głazy, uderzające fale o filary mostu i brzegi. Grzbiet fal były białawe, woda brunatno brązowa. To była muzyka rzeki, która wezbrała, która miała ogromną siłę, która huczała basem, która straszyła. W muzyce wody jest życie, radość, spokój, jest też groźba i przestroga.
Ostatnim miejscem z jego muzyką, o którym chciałabym Państwu opowiedzieć, są góry.
Wszędzie, dookoła, w przyrodzie słychać jakieś dźwięki, które razem tworzą muzykę. Najbardziej prostą i jednocześnie najbardziej wyrafinowaną i złożoną. I tak naprawdę trzeba tylko trochę się wsłuchać, aby usłyszeć, poznać, zrozumieć, pokochać. Czy góry są jakimś szczególnym miejscem, szczególną salą koncertową lub sceną? Pewnie nie i pewnie nie dla wszystkich słuchających muzykę Przyrody, ale dla mnie góry, a przede wszystkim Karkonosze i Góry Izerskie, znaczą bardzo wiele i to o nich chcę napisać kilka słów.
Wiosną, a właściwie na przedwiośniu, gdy tylko gdzieniegdzie zostały resztki śniegu, w tych miejscach, gdzie kiedyś rósł świerkowy las, a dziś do nieba kikuty suchych gałęzi wznoszą drzewa, które obumarły w latach klęski ekologicznej w Sudetach, można usłyszeć przejmującą, żałosną pieśń. Wiatr wiejący między tymi niemymi świadkami dawnej świetności górskich lasów zawodzi płaczliwie, ale też jakby je pocieszał.
Stojąc wśród tych drzew odartych z kory, z połamanymi gołymi – bez igieł – gałęziami, w chwili, gdy wiatr zaczyna między nimi grać swoją pieśń, mam wrażenie, że można zanurzyć się w tę muzykę, że wchodzi, wnika ona w człowieka. Ogromnie trudno jest porównać do czegokolwiek te dźwięki, trudno jest też je nazwać, ale jedno jest pewne – są przejmujące i zapadają w pamięć i w serce.
Późnym latem, gdy trawy i leśne zioła na górskich łąkach wysychają i brązowieją, wiatr poruszający nimi wygrywa całkiem inną melodie. Łąki na Hali Izerskiej, porośnięte trawami różnych gatunków i wielkości poddają się podmuchom wiatru. Stojąc „pod wiatr” przy drodze, na brzegu łąki (na brzegu, ponieważ Hala Izerska jest rezerwatem, czyli terenem chronionym, i można po niej poruszać się tylko po wyznaczonych szlakach i trasach) można być widzem i słuchaczem tego wietrznego widowiska. Z daleka widać falujące morze traw, które coraz bardziej zbliża się do, powoli dochodzą też dźwięki – narastający szum, który – choć spodziewać się można czegoś innego – jest łagodny i otulający, i nagle człowiek jest otoczony – jest w centrum widowiska. Wiatr nie zatrzymuje się, odchodzi pozostawiając wspomnienie, jego melodia jest coraz cichsza, trawy uspokajają się. Trwa chwila ciszy – do następnego podmuchu.
Są jeszcze miejsca, których nie przedstawiłam Państwu, a które grają swoje melodie. Zapraszam Państwa w te wszystkie miejsca i w wiele innych, aby wsłuchać się w muzykę Przyrody. Choć czasem jest to cisza, bo muzyka w Przyrodzie nie zawsze brzmi. Czasem właśnie milczy, lecz w tym milczeniu ukrywa się głęboki sens. Wystarczy jednak wsłuchać się, także sercem i duszą, i wtedy nie tylko będziemy odbiorcami, lecz również zostaniemy kompozytorami pięknej, szczególnej muzyki Przyrody.
Johann Wolfgang Goethe powiedział: Gdzie słyszysz śpiew, tam śmiało wstąp, tam dobre serca mają. Bo źli ludzie, ach, wierzaj mi, ci nigdy nie śpiewają. Myślę, że można te słowa odnieść do Przyrody i do naszych, ludzkich, jej odwiedzin. Twórcami muzyki Natury nie są ludzie, ale to właśnie od Przyrody ludzie się uczyli i jej częścią byli i są. Dla Pitagorasa muzyka była wiernym odbiciem ładu i harmonii panujących w kosmosie. Muzyka Natury jest ładem i harmonią samą w sobie.
Koniec części drugiej – ostatniej.
Bogumiła Chabowska-Dąbek – jest leśnikiem od ponad 30 lat; obecnie pracuje w Nadleśnictwie „Śnieżka” w Kowarach w Szkółce Kontenerowej jako Specjalista Służby Leśnej ds. Szkółkarstwa. Prowadzi również zajęcia z edukacji leśnej dla dzieci, młodzieży i nie tylko.
Zdjęcia: Marcin Żołna
Artykuł ukazał się drukiem w numerze 5/2012.


