O przyrodzie, o śmieciach i nie tylko (1)
O śmieciach w przyrodzie, o zaśmiecaniu środowiska napisano już tysiące słów, zapisano nimi setki kartek. Uważam jednak, że nigdy dosyć poruszania tego tematu, bo być może tysiąc pierwsze słowo wreszcie zostanie zrozumiane i zapamiętane, i zmieni zachowanie i postawy ludzi.
Codziennie mijam miejsca, w których pod drzewami, w przydrożnych rowach, na skraju lasu, na łąkach mogę zobaczyć coraz bardziej powiększające się sterty różnego rodzaju odpadów i śmieci wyrzucanych przez ludzi. Czarę goryczy wobec tych wszystkich ludzi, którzy to robią, przelał widok poszatkowanej i, niestety, zgniłej już kapusty, której ktoś nie zdążył włożyć do beczki i zakisić, a którą wyrzucił na poboczu dość ruchliwej drogi.
Ilość śmieci produkowana przez ludzi jest duża, coraz większa. Z jednej strony jest to problem i to ogromny, ale z drugiej – naturalny proces wynikający z życia i gospodarowania. W miejscach zamieszkania i przebywania ludzi ustawiane są w dużej ilości kosze na śmieci, także takie, do których można i należy wrzucać odpadki selektywne. Ludzie jednak są leniwi i niejako „dla zasady”, a właściwie z wrodzonej przekory nie chcą przestrzegać reguł i postanowień. Dlatego, między innymi, pojawiają się dzikie wysypiska śmieci. Taniej przecież, choć nie zawsze prościej, jest wyrzucić śmieci na przykład do lasu, niż zapłacić za ich wywóz.
Jestem leśnikiem z zawodu i przyrodnikiem z zamiłowania. Podczas wykonywania swoich obowiązków zawodowych niemal codziennie spotykam się z dowodami ludzkiej niefrasobliwości – między innymi ze śmieciami. Odnoszę, nie raz, wrażenie, jakby ludzie zostali pozbawieni wyobraźni – śmiecą wszędzie. Nie jest to tylko problem estetyczny czy podlegający karze w myśl przepisów prawnych, nie jest to też dowód na bezmyślność ludzką i brak wyobraźni, ale jest to również problem etyczny.
Jednym ze zbiorów zasad postępowania i etycznego zachowania, znanym prawie każdemu człowiekowi, niekoniecznie z racji wyznania, jest chrześcijański Dekalog, a w nim dwa przykazania, które chciałabym przytoczyć w kontekście poruszanego problemu. Mam na myśli przykazania: V „nie zabijaj” i VI „nie kradnij” – takie ich brzmienie znają prawie wszyscy; mnie udało się znaleźć trochę inaczej brzmiące: „nie wolno ci mordować” oraz „nie wolno ci porywać”.
Zanim jednak podejmę próbę udowodnienia, że zostawianie śmieci w środowisku przyrodniczym, to również łamanie przykazań z Dekalogu, postaram się wyjaśnić, co rozumiem przez pojęcie „środowisko naturalne”, a także, jaką rolę odegrał i odgrywa oraz jakie miejsce zajmował i zajmuje w nim człowiek.
Encyklopedyczna definicja brzmi następująco: „środowisko naturalne (przyrodnicze) to całokształt ożywionych i nieożywionych składników przyrody, ściśle ze sobą powiązanych, otaczających organizmy żywe. Jedną z właściwości środowiska przyrodniczego jest równowaga naturalna, która zachodzi, gdy odpływ i dopływ energii i materii w przyrodzie są równoważne. Środowisko przyrodnicze znajduje się w ciągłej interakcji z człowiekiem”.
Kiedyś, wiele milionów lat temu, nie było jeszcze ludzi. Były rośliny, zwierzęta i żadnego rozumnego świadka tego pięknego świata. Pojawił się człowiek i wraz ze swoim ewolucyjnym, a z czasem i gospodarczym, rozwojem zmienił wszystko. Wiele gatunków flory i fauny wyginęło za sprawą człowieka, wielkie obszary naszego globu zostały zniszczone przez niego lub pokryły je jego wytwory. Do dziś w wielu krajach można zobaczyć bezdrzewne, jałowe przestrzenie, pozostawione „w spadku” przez naszych dalekich przodków. Ostatnie pokolenia, szczególnie od czasów rewolucji przemysłowej w XVIII wieku, poczyniły jednak w dziele zniszczenia przyrody kroki daleko bardziej radykalne.
Ludy pierwotne nie znały tak charakterystycznego dla bardziej rozwiniętych, późniejszych cywilizacji poczucia wyższości w stosunku do Natury, a szczególnie do zwierząt. Wręcz przeciwnie – jedne zwierzęta były przez nich czczone, inne wzbudzały lęk, ale zawsze były szanowane i doceniane. Ludzie w tamtych, pierwotnych czasach czuli się słabi i zależni od mocy przyrody, której elementy ucieleśniali lub nadawali im moc boską. Z czasem jednak przyjęli w stosunku do Natury postawę władczą, która doprowadziła do aroganckiej i bezpardonowej wręcz eksploatacji jej dóbr i zasobów, a wraz z rozwojem przemysłu i coraz bardziej konsumpcyjnym charakterem życia, pojawiły się śmieci. Można je porównać do produktów przemiany materii, które wydala każdy żyjący organizm, lecz wydala tylko tyle, ile pozostaje po pokarmie wykorzystanym do zaspokojenia jego podstawowych funkcji życiowych. Śmieci ludzie produkują po stokroć więcej. Być może wkrótce postępy zniszczeń, związane z przyrostem ludności świata i konsumpcji zostaną zatrzymane, zależy to nie tylko od technologii, ale przede wszystkim od procesów politycznych i globalnej przemiany świadomości społecznej.
Idea szacunku dla przyrody i postulat chronienia jej ze względu na jej wewnętrzną wartość oraz środowisko życia wielu organizmów, a także ogromny wpływ na człowieka, stoi w centrum zainteresowań współczesnych ruchów ekologicznych. Moralnie motywowana troska o przyrodę podbudowuje najrozmaitsze programy ochrony przyrody i działania polityczne, nieraz w skali całego świata. Nie bez znaczenia są wielkie akcje propagujące świadomość ekologiczną – przykładem może być Dzień Ziemi obchodzony na całym świecie od 1970 roku. Mniejsze akcje ekologiczne, o zasięgu krajowym lub lokalnym, z reguły mają na celu ochronę jakiegoś określonego ekosystemu lub gatunku.
Ogólnie można powiedzieć, że wartości, o które chodzi w ruchu ekologicznym, to zachowanie gatunków (szerzej: różnorodności biologicznej) oraz zachowanie czystości i niezmienności przynajmniej niektórych obszarów środowiska naturalnego. Taki jest ściśle ekologiczny punkt widzenia. Często współgra on z humanistycznym ujęciem kwestii ekologicznych, w których chodzi o dobro człowieka. Z tym podejściem wiąże się również „etyka środowiskowa”, bo słowo „środowisko” odnosi się do pozycji człowieka – rzecz idzie o jego otoczenie. Tyle ogółów. Teraz szczegóły, czyli właściwy temat.
Chyba tylko człowiek potrafi, mimo całego swojego rozumu, niszczyć miejsca, w których sam żyje i współżyje z innymi organizmami. Tylko człowiek potrafi zatruć sobie pokarm, wodę i powietrze, przy okazji niejako przyczyniając się do śmierci innych gatunków.
Chcąc wskazać, jak bardzo niefrasobliwie zachowuje się człowiek w środowisku przyrodniczym, zacznę od pewnych pytań, które zobrazują problem, a które przeczytałam kiedyś w czyimś dzienniku, nazywanym blogiem, zamieszczonym w Internecie (w tym miejscu przepraszam Autora za pożyczenie sobie Jego słów i jednocześnie dziękuję za ciekawy, trochę żartobliwy, sposób spojrzenia na problem zaśmiecania lasu):
– czy dziki czytają gazety?
– czy dzięcioły piją piwo?
– czy wiewiórki zbierają złom?
– czy sarny jedzą resztki ze stołów lub koszyków piknikowych? (Chyba tylko Miś Yogi w bajce dla dzieci)?
– czy zwierzęta robią zakupy w hipermarketach i pakują je w foliówki?
Mam wrażenie, że każdy człowiek odpowiedziałby przecząco na te pytania.
Tymczasem każde moje zawodowe wyjście do lasu zdaje się sugerować coś zupełnie odwrotnego. Nie muszę wchodzić w leśną gęstwinę, aby odkryć piętrzące się sterty opakowań po produktach spożywczych, puszek po piwie, pomiętych gazet, hipermarketowych reklamówek, plastikowych butelek, a nawet mebli, sprzętu gospodarstwa domowego, resztek budowlanych i rozbiórkowych, wraków samochodów i opon. Każdy z wymienionych odpadów jest dla naturalnego środowiska szkodliwy, ale zdarzają się też odpady bardzo niebezpieczne, na przykład azbestowe dachówki, akumulatory, baterie.
Wracając do postawionych powyżej pytań nasuwa się jeszcze jedno: skąd te wszystkie odpadki wzięły się w lesie, skoro żadne dzikie zwierzęta nie pozostawiły ich po sobie? Odpowiedź jest prosta: trafiły tam za sprawą człowieka. Głupiego, bo chyba to słowo, choć może być obraźliwe, najbardziej jednak określa człowieka nieumiejącego przewidywać skutków swojego postępowania. Nie jest to tylko problem występujący w polskich lasach i nie tylko w lasach. Wszędzie, na całym świecie, można natknąć się na śmieci.
Wszechobecne foliówki, bardzo lekkie, często przenoszone przez wiatr na znaczne odległości – nad wodę, na górskie szczyty, na łąki, do lasu – przyczyniają się do śmierci między innymi żółwi morskich: unoszące się w morskich i oceanicznych wodach foliowe torebki do złudzenia przypominają meduzy, które są pokarmem żółwi. Nie jest to jedyny i odosobniony przykład zabijania śmieciami. Przeciętna polska rodzina zużywa rocznie tysiąc (1000 sztuk) cienkich foliowych torebek, w które są pakowane zakupy w sklepach i które potem są bezceremonialnie i bezmyślnie wyrzucane. Lekkie, więc z łatwością są często unoszone przez wiatr, przezroczyste, więc z reguły nie są widoczne, na przykład, dla ptaków. Wystarczy tylko, aby taka foliówka zamotała się na głowie i dziobie ptaka, albo na jego skrzydłach czy nogach – ptaki nie mają rąk, tak jak ludzie, nie zdejmą folii z siebie. Takie zaplatanie prowadzi do śmierci, często w męczarniach. Czas rozkładu torby foliowej może wynosić kilkaset lat, to znaczy, że przez tak długi okres fizycznie i chemicznie wpływa szkodliwie na środowisko, czyli zatruwa je, czyli może doprowadzić do cierpień, chorób lub śmierci. Żaden ludzki sąd nie wydaje wyroku kary śmierci z tak odroczonym jej wykonaniem. Foliowa torba jednorazowa jest jedną z tych rzeczy wytworzonych przez człowieka, która będzie istnieć w różnej postaci przez tysiące lat, choć korzystanie z nich ogranicza się do zaledwie kilku minut – średnio do około 15.
Plastik, to nie tylko torby na zakupy i nie tylko duże, widoczne kawałki.
Plastik jest prawie niezniszczalny – rozkłada się tysiące lat, wiatr, woda – szczególnie morska, a przede wszystkim promienie słoneczne przyczyniają się do tego rozkładu rozbijając łańcuchy polimerowe na coraz mniejsze elementy. Na środku północnego Pacyfiku tych malutkich kawałków jest sześć razy więcej niż planktonu (wg naukowców – to największy na Ziemi worek ze śmieciami). To taka plastikowa zupa i jest w niej wszystko, co człowiek używa i co się zużywa, i co wyrzuca. Ponieważ, jak już wspomniałam, plastik jest bardzo trwały, a prądy morskie przynoszą wciąż nowe śmieci, strefa brudów powiększa się. Fakt ten ma, niestety, katastrofalne wręcz konsekwencje dla przyrody, a szczególnie dla zwierząt morskich, które żywią się rybami i innymi morskimi żyjątkami – planktonem. Przy okazji połykają mnóstwo plastiku, myląc go z pokarmem, który same spożywają i którym karmią swoje potomstwo. Trudno wyobrazić sobie, w jakich strasznych męczarniach umierają, ale tak jest. Plastikowe odpadki, które zwierzęta mylą z posiłkiem, są, co roku przyczyną śmierci ponad miliona ptaków morskich i blisko stu tysięcy ssaków morskich. Zatrucia pokarmowe z powodu pływających odpadków nie są jedyną przyczyną zagłady życia w oceanach. Wśród tych tysięcy ton chemicznych śmieci są również odpady pochodzenia organicznego, które są wykorzystywane, jako miejsca namnażania się i rozwoju, przez rozmaite chorobotwórcze organizmy – bakterie, grzyby, owady. To taka wylęgarnia chorób, na które mogą zapadać ludzie i zwierzęta w całkiem innych regionach kuli ziemskiej.
Wyrzucając bezmyślnie do środowiska naturalnego dziesiątki tysięcy ton różnych odpadów, człowiek nie tylko przyczynia się do śmierci różnych zwierząt.
Plastik, który zaśmieca środowisko, działa jak magnes dla dostających się do wody substancji toksycznych wyprodukowanych przez człowieka. Przyczepiają się do niego cząsteczki pestycydów, czyli środków ochrony roślin, oraz pochodne ropy, rtęci i wielu innych trucizn, nierozpuszczających się w wodzie, za to łatwo przenikają do organizmów ryb i innych zwierząt morskich, następnie wyławianych i podawanych ludziom – sobie – na stół. W ten sposób dostarczane są do organizmu trucizny, które powoli, lecz skutecznie wyniszczają go, a często prowadzą do śmierci.
Wrócę jeszcze do „swojego podwórka”, czyli do lasu. Wśród śmieci, które ludzie wywożą i wyrzucają w lesie, znajdują się często szklane butelki, słoiki, szyby. Potłuczone szkło z łatwością przecina skórę. Myślę, że nie ma człowieka, który o tym nie przekonałby się na własnej skórze. Plaster, bandaż – jakikolwiek opatrunek chroni przed utratą krwi i zabezpiecza organizm, poprzez osłonięcie rany, przed wniknięciem zarazków. Ludzie w ten sam sposób pomagają i chronią również swoje domowe zwierzęta, choćby psy lub koty, które także mogą się zranić. A czy na taką samą pomoc mogą liczyć dzikie, leśne zwierzęta? Absolutnie nie! W efekcie skaleczenie o potłuczone szkło w najlepszym wypadku może spowodować chwilowe osłabienie zwierzęcia lub powstanie blizny po ranie. W najgorszym – śmierć. Czy to będzie natychmiastowy zgon spowodowany wykrwawieniem się, czy też powolna śmierć głodowa, bo zwierzę nie będzie miało siły poszukać sobie pożywienia, czy też koniec w szponach, łapach, kłach drapieżników, nieważne; ważne, że do tej śmierci przyłożył rękę człowiek, który w interesie swojej wygody wyrzucił swoje śmieci do czyjegoś domu, bo przecież las jest czyimś domem.
Ciąg dalszy nastąpi
Bogumiła Chabowska-Dąbek – jest leśnikiem od ponad 30 lat; obecnie pracuje w Nadleśnictwie „Śnieżka” w Kowarach w Szkółce Kontenerowej jako Specjalista Służby Leśnej ds. Szkółkarstwa. Prowadzi również zajęcia z edukacji leśnej dla dzieci, młodzieży i nie tylko.


