Spotkanie z Rafałem Fronią
W czwartek 28 marca 2019 roku w auli Wydziału Ekonomii, Zarządzania i Turystyki w Jeleniej Górze Uniwersytetu Ekonomicznego we Wrocławiu odbyło się otwarte spotkanie z Rafałem Fronią.
Każdy kojarzy Rafała z wyprawą narodową na K2, ale nie wszyscy wiedzą, że jest on także zdobywcą wielu innych gór zarówno tych bardziej , jak i tych mniej znanych. Rafał jest także przedsiębiorcą – prowadzi wydawnictwo Plan. Ale przede wszystkim jest zwyczajnym mężczyzną, co prawda owładniętym niezwykłą pasją – poznawaniem gór, co jednak nie przeszkadza mu być mężem, ojcem, synem.

Foto: Krzysztof Tęcza
Nie to jednak było najważniejsze podczas spotkania. Rafał przybliżył warunki bytowe panujące podczas tego typu wypraw. Bo każdy, gdy słyszy – poszedł sobie na wyprawę w góry wysokie – myśli, ale ten to ma fajnie. Mało jednak kto wie, jak tam jest naprawdę. Bo już samo przygotowanie do takiej wyprawy wymaga wielu miesięcy wytężonej pracy nad kondycją fizyczną. Trzeba wiedzieć, jak w jakich warunkach się ubierać, jakiego używać sprzętu, no i trzeba umieć posługiwać się tym sprzętem. Bo to, że wezmę czekan w rękę wcale nie oznacza, że wiem, jak go zastosować. Często zdarza się, że właśnie nieznajomość takich podstawowych rzeczy doprowadza do tragedii. A przecież w górach nie jest się samemu. Jedzie się tam grupą. Na szlak natomiast wyrusza się przynajmniej parami. I teraz trzeba wiedzieć, kiedy należy związać się liną, a kiedy lepiej tego nie robić. Trzeba odpowiednio zapakować plecak, bo na dużych wysokościach każdy kilogram wydaje się dziesiątki razy cięższy niż w rzeczywistości. A to i brak powietrza z reguły doprowadzają do szybkiego wycieńczenia, a co za tym idzie do rezygnacji z walki, często o życie.
Rafał, będąc już na wielu wyprawach, doskonale wie, jak należy się przygotować, co zabrać z sobą i jak reagować na np. zmiany pogody. Bo trzeba wiedzieć, kiedy odpuścić, kiedy zawrócić. Takich, którzy tego nie potrafią, w górach pozostało wielu. A najważniejsze przy wyjściu w góry jest to, by z nich powrócić.
Musimy wiedzieć, że panujące tam warunki często są tak ekstremalne, że samo spotkanie z nimi może załamać człowieka. Stały brak tlenu, temperatury dochodzące do kilkudziesięciu stopni poniżej zera (zwłaszcza nocą), silne wiatry, opady śniegu, lawiny, no i straszna wilgoć panująca w namiotach, to tylko niektóre niewygody życia podczas wyprawy. Gdy w dzień temperatura rzędu minus 10–20 stopni specjalnie nie przeszkadza – wszak jesteśmy w ciągłym ruchu, to w nocy, gdy spada jeszcze bardziej, chcielibyśmy odpocząć w ciepłym śpiworze. Niestety, z reguły są one zamarznięte i dopiero trzeba je „zmiękczyć”. Robi się to naturalnie, czyli w namiocie gotuje herbatę, jakąś zupkę, przebywa. Wszystko to powoduje nie tylko podniesienie temperatury, ale także znaczne zwiększenie wilgotności w małym pomieszczeniu.
Często unosząca się para osadzając się na suficie zmienia się w płatki śniegu czy śnieżne igiełki, które oczywiście spadają nam za kołnierz. Nie jest to przyjemne, ale nie mamy innego wyjścia, jak nie przejmować się tym. Gdy śpiwory stają się bardziej elastyczne, można ułożyć się w nich wygodnie, oczywiście jeśli w mokrym śpiworze można mówić o komforcie. Teraz trzeba tylko zasnąć. Najlepiej nie zwracać uwagi na szalejącą z reguły na zewnątrz wichurę. A rano, no cóż, rano trzeba jakoś wygramolić się zarówno ze śpiwora, jak i namiotu. Jedynym dylematem jest konieczność podjęcia decyzji: myć się czy nie. W grę wchodzą obie opcje. Można się przez kilka tygodni nie myć, gdyż temperatura panująca na tej wysokości powoduje, że brud nie pachnie. Można się myć regularnie, co wiąże się z koniecznością walki z zimnem i czasem. Bo żeby np. umyć zęby, trzeba najpierw zagrzać sobie wodę. Czyli wyrąbać kawałek śniegu spod lodu, rozpalić kocher i pilnować, by się przypadkiem nie przewrócił. Po jakimś czasie (czasem po godzinie i dłużej) mamy ciepłą wodę. W tym też czasie trzeba zagrzać pastę do zębów. Najlepiej tubkę schować do majtek (dosłownie) i ogrzać ją ciepłem własnego ciała.

Opisane wyżej problemy podczas przebywania w wysokich górach nie są jedyne. Myślę jednak, że na początek taka wiedza wystarczy, by ewentualni chętni do wyjścia na wyprawę zastanowili się, czy na pewno tego chcą. Dodam tylko, że prawdziwa wyprawa trwa od kilku tygodni do kilku miesięcy. I nie zawsze ma się zajęcie typu: poręczowanie trasy, zakładanie bazy, wnoszenie doń depozytu. Bardzo często z powodu niesprzyjającej temperatury jesteśmy uziemieni w namiotach. Dobrze, gdy trafia nam się to w bazie, gdzie są możliwości przebywania w dużych namiotach. Wtedy kilka osób może chociaż porozmawiać ze sobą. Co jednak gdy utkniemy na kilka dni czy tygodni samotnie w namiociku. Już po kilku godzinach przychodzą czarne myśli, a co dopiero po kilku dniach. A niestety trzeba jakoś doczekać do okna pogodowego umożliwiającego atak szczytowy.

Foto: Krzysztof Tęcza
Nie będę dalej ciągnął tego wątku. Rafał myślę wystarczająco go rozbudował. Mam nadzieję, że młodzież, która przybyła na to spotkanie, zrozumiała jego sens. Bo jak widzę, wiele osób nie wyniosło z prawie trzygodzinnej opowieści nic, o co chodziło prelegentowi.
Najważniejsze o czym musimy pamiętać, a o czym mówił Rafał, to fakt, że w góry wysokie nie mogą wybierać się ludzie nieprzygotowani, nieodpowiedzialni, dbający tylko o siebie, liczący, że jakoś to będzie. Nie, jakoś to nie będzie. Jeśli tak myślisz, to lepiej siedź w domu. Nie rób krzywdy sobie i innym. Bo twój partner wyprawowy musi być ciebie pewny, musi wiedzieć, że w momencie, kiedy będzie potrzebował twojej pomocy, zrobisz to. Nawet z narażeniem własnego życia. A nie tak jak niektórzy zabierzesz swoje zabawki i zawrócisz zostawiając drugą osobę samej sobie. Góry nie są dla takich ludzi. Góry wymagają odpowiedzialności i słowności.
Pamiętajmy o tym, kiedy zdecydujemy się na taką wyprawę, ale także na prawdziwą wyrypę w nieco niższych górach. Bo i tam trzeba znać swoje miejsce. A na razie podziwiajmy dokonania tych, którzy znają się na rzeczy.
Dziękuję Rafale, że opowiedziałeś o tym wszystkim. Może dzięki twoim słowom przynajmniej niektórzy amatorzy mocnych wrażeń zastanowią się nad tym, jak się przygotować do takiej wyprawy, by cało powrócić do domu.
Aby nikt nie zarzucił mi, że sam nie wiem, o czym piszę, dodam, że w tym samym czasie, kiedy Rafał brał udział w wyprawie na K2, ja wspinałem się na Kilimanjaro. Nie jest to oczywiście to samo, jednak daje mi jakieś wyobrażenie co do warunków panujących na tak dużych wysokościach.
Krzysztof Tęcza
